Tuesday, 4 September 2012

Haul kosmetyczny - perfumy, kolorówka i pielęgnacja



Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja największych (i najbardziej udanych) zakupów dokonuję zawsze wtedy kiedy są one nieplanowane.  Gdy idę do sklepu z listą pod pachą to wychodzę z niego z pustymi rękoma, zła, zmęczona i sfrustrowana. Z kolei kiedy we wczorajszych włosach i moim ulubionym dresie szybko śmigam do centrum handlowego obok mojego domu z planem zakupienia wacików do twarzy, wracam z pełnymi siatami i znacznie szczuplejszym portfelem... Zadziwia mnie to za każdym razem. Ale przejdźmy do sedna.



W Sephorze skusiłam się na dwa zapachy - jeden stary, dobry i sprawdzony, a drugi - kompletną nowość. Perfumy Chloe kupiłam pierwszy raz niedługo po ich premierze (czyli bodajże w 2009 roku) i od tego zajmują stałe miejsce w mojej kolekcji. Niedawno mi się skończyły, więc kupiłam nową buteleczkę. Kocham je miłością bezgraniczną. Pachną różami, są kobiece, tajemnicze i pudrowe. 

Decyzja o zakupie Dahlii Noir była w 100% spontaniczna. Pani konsultantka podeszła do mnie, zmierzyła wzrokiem moje dresy, ale mimo tego iż wyraźnie jej się nie podobały to i tak wręczyła mi papierek pachnący najnowszym zapachem od Givenchy. Jakże wielkie było jej zdziwienie kiedy po minucie wyśpiewywania peanów na cześć tych perfum wpakowałam do koszyka buteleczkę o pojemności 50 ml. Wybrałam wodę toaletową, ponieważ woda perfumowana była dla mnie zbyt ciężka i dusząca. Chodzi mi już po głowie post dotyczący tych perfum...
Jeśli chodzi o pielęgnacje to moje zakupy nie są zbyt pasjonujące. Kupiłam mój ukochany krem na dzień, małą buteleczkę Biodermy na wyjazd (skuszona promocją), i (po obejrzeniu ulubieńców Nissiax) gąbkę antycellulitową. 

Jeśli chodzi o kolorówkę to zakupy trochę rozłożyłam w czasie. Na róż z wibo czaiłam się od dawna, tusz kupiłam korzystając ze zniżki ze swojego programu Lifestyle w Super pharm, lakiery dorwałam w drogerii na Dworcu Centralnym, a szminki Celia sprezentowała mi moja mama.
wybaczcie poobgryzaną zakrętkę od Golden Rose - dorwał się do niej mój kot ;)


Kolory szminek wybierała moja mama, nie mogę powiedzieć, że sama wybrałabym dokładnie takie same odcienie, ale muszę przyznać, że od kiedy je dostałam dość często goszczą na moich ustach. Jaśniejszy perłowy brązowo - pomarańczowy (niech Was nie zwiodą zdjęcia, na żywo w tej szmince nie ma ani grama różu) to numerek 15, a ciemny róż z domieszką czerwieni to 12. 


W Rossmanie sięgnęłam za osławiony róż Wibo. Jako że w mojej kolekcji przeważają róże różowe ew. koralowe to tym razem skusiłam się na pomarańczę przełamaną brązem - kolor nr 11. Za niecałe 11 złotych otrzymujemy produkt o przyjemnej konsystencji, dobrej pigmentacji i zadowalającej trwałości. Czuję, że to nie ostatni mój róż z tej firmy...

Od lewej: róż Wibo nr 11, pomadki Celia Esencja kobiecości nr 12 i nr 15 (on naprawdę nie jest różowy!!!)
Tusz do rzęs z Maybelline One by one to mój ulubieniec wszech czasów. Używam oczywiście wersji wodoodpornej. Trzyma się na rzęsach przez cały dzień, nie odbija się na powiekach, nie kruszy się, nie rozmazuje, ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy nie sklejając ich. Jak dla mnie ideał. Zdradziłam go ostatnio z Max factorem, ale tęskniłam cały czas bardzo.

Lakiery upolowałam w drogerii Jasmin. Do mojego koszyka trafiły dwa Golden Rose (fioletowy ze złotym shimmerem - numerek 84 i granatowy metaliczny - numerek 106) i jeden Miyo - srebrny brokat numerek 02 Sazzling silver. Już nie mogę doczekać się malowania ;)

Teraz cierpliwie czekam na listonosza, który lada chwila powinien zadzwonić do moich drzwi z trzema pięknymi lakierami China Glaze pod pachą. Dzisiaj też mnie odwiedził i zostawił mi kopertę ze zniżką -10% do Sephory ;) Czuję, że muszę zacząć szukać miejsca w toaletce dla podkładu Anti-blemish od Clinique. Niedługo z kolei lecę na Kretę, więc jakieś zakupy na lotnisku też się pewnie odbędą... Ach, tylko ten mój biedny portfel...


14 comments:

  1. zapach chloe jest obłędny! uwielbiam go :)

    ReplyDelete
  2. eeej ale kupiłaś te waciki? :D
    muszę zahaczyć o Jasmin jak będę przejeżdżać przez centralny...

    ReplyDelete
    Replies
    1. hahha, kupiłam! Ja całkiem przypadkiem się na nią natknęłam jak szłam do Tarasów, ale muszę tam znowu wrócić - lakiery Colour alike czekają!

      Delete
    2. ja ostrzę zęby (pazury?) na Miyo ;)
      tylko nie jestem pewna, w którym miejscu jest Jasmin ale może znajdę ;)

      Delete
    3. naprzeciwko zjazdów na perony, jak schodzisz głównym zejściem od dworca... albo jeśli idziesz do tarasów od jerozolimskich, ja w taki sposób tam trafiłam

      Delete
  3. Również uwielbiam ten krem :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. trudno go nie uwielbiać, jak dla mnie nic tak nie matuje jak on ;)

      Delete
  4. Ech, następna kusi tą Celią :-)Trzeba będzie w końcu się po nie wybrać ;-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. no nie wiem czy kuszę, ja co prawda nie mam tych najbardziej rozchwytywanych pomadek z serii nude, tylko te z esencji kobiecości, które mnie nie zachwyciły. Trochę wysuszają usta, nie trzymają się na nich długo i mają dziwny zapach... Nie polecam ich raczej

      Delete
  5. Replies
    1. widzę, że nie tylko ja je tak uwielbiam :)

      Delete
  6. chloe piękny zapach:)
    ale ładne kolory szmineczek z Celii :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. na początku nie mogłam się w ogóle przekonać do tej 15, a teraz noszę ją prawie codziennie! Szkoda tylko, że trochę wysusza usta :(

      Delete